Preview 15 sec
Zamknięte w piwnicy
Description
Script Vidéo
Dom na końcu ulicy Gdy Lena wprowadziła się do starego domu po dziadkach, wszyscy sąsiedzi mówili jej to samo: „Nie otwieraj drzwi w piwnicy po północy.” Nie pytała dlaczego. Uznała, że to kolejny wiejski przesąd, zbyt głupi, by go traktować serio. Dom był duży, skrzypiący i pachniał wilgocią, ale za to miał ogromne okna i ogród, który latem wyglądał prawie pięknie. Tylko piwnica od początku budziła w niej niepokój. Pierwszej nocy obudził ją dźwięk. Nie było to stukanie. Nie był to też wiatr. To było coś pomiędzy drapaniem a powolnym uderzaniem od wewnątrz, jakby ktoś paznokciami przesuwał po drewnianych drzwiach w piwnicy. Lena usiadła na łóżku, wstrzymując oddech. Dźwięk ustał. Rano znalazła na schodach prowadzących w dół cienki ślad błota. Był świeży. Prowadził aż do zamkniętych drzwi piwnicy. Sprawdziła zamek. Był nienaruszony. Drugiej nocy znów usłyszała ten sam odgłos. Tym razem wyraźniej. I jeszcze coś — cichy szept, tak słaby, że mogła uznać go za sen. „Leno…” Zamarła. Nikt nie znał jej tutaj tak dobrze, by wołać ją po imieniu. Zbiegła wzrokiem na drzwi piwnicy, a wtedy klamka bardzo powoli zaczęła się obracać. Rano zadzwoniła do sąsiadki, starszej pani mieszkającej obok. — Mówiłam pani, żeby nie otwierać drzwi po północy — odpowiedziała tamta, zanim Lena zdążyła cokolwiek wyjaśnić. — On słyszy, kiedy ktoś zostaje sam. — Kto? Po drugiej stronie zapadła cisza. — Pański dziadek nie umarł w tym domu — powiedziała w końcu kobieta. — On został tu zamknięty. Lena wróciła do domu jeszcze przed zmrokiem. Serce waliło jej tak mocno, że aż bolały ją żebra. W kuchni znalazła stary klucz, owinięty w czarną wstążkę. Leżał dokładnie tam, gdzie wcześniej na pewno go nie było. Nie powinna była schodzić na dół. Ale zeszła. Drzwi piwnicy otworzyły się bez oporu. W środku panował chłód tak ciężki, że od razu zaparowały jej okulary. Ściany były mokre, a na podłodze leżały setki małych śladów, jakby ktoś przez lata chodził tam w kółko. Na samym końcu piwnicy stało stare krzesło. Na nim — ktoś siedział. Nie ruszał się. Lena zrobiła krok do przodu. Postać uniosła głowę. Miała twarz dziadka. Albo coś, co kiedyś nią było. — Spóźniłaś się — powiedział głosem, który brzmiał jak suche liście rozcierane w dłoniach. — Teraz musisz mnie zmienić. Wtedy światło w całym domu zgasło. A drzwi za Leną zatrzasnęły się same.